03
Li
Co lub kogo upamiętnia ten krzyż?
03.07.2013 22:06

Z takim pytaniem kilka dni temu zwróciła się do naszej redakcji pani Maria z Nidzicy: Co to jest za krzyż stojący w rezerwacie nieopodal żwirowni?. Spróbuję przeprowadzić internautów przez tę mroczną historię.

Otóż w pobliżu wsi, na skraju lasu mieszkał bogaty pan ze swoją rodziną. Gospodarz nazywał się Raichsen. Posiadał on wiele majątku gospodarskiego. W swoim inwentarzu miał krowy, świnie i konie. Te ostatnie były często wypożyczane do pracy w pobliskiej kopalni węgla brunatnego. Były więc to konie bardzo silne i wytrzymałe, jednocześnie były one największym skarbem ów bogacza. Sam gospodarz był człowiekiem nerwowym, ale strał się żyć z mieszkańcami w zgodzie. Jednak on sam nie dawał rady w gospodarstwie, iż musiał on zatrudniać parobków do swojego gospodarstwa. Pracował u niego pewien Dietrich. Chłopaczyna był silny, ale niezbyt roztropny. Pracował on zazwyczaj razem ze swoim ojcem, aby niczego nie nabroić. Jednak pewnego razu ojciec Dietricha zachorował ciężko, ponieważ był on starszym mężczyzną. Poszedł, więc Dietrich pracować sam w gospodarstwie swego pana. Pan nie był za bardzo zadowolony z pracy samotnej swego sługi. Kazał on chłopakowi zaprowadzić swoje konie do pobliskich Źródeł i tam napoić je. Dietrich zabrał się do pracy tak porywczo, że zapomniał o całym świecie. Był też zadowolony, że może pracować sam bez niczyjego nadzoru. Zaprowadził konie aż do jeziora Łyńskie Zdroje przy zabudowaniach młyna. Tam konie chcąc zaspokoić pragnienie pospadały ze skarpy wprost do jeziora. Tam większość z nich się potopiła. Dietrich tak rozpaczał nad koniami, że usłyszała to żona Raichsena, która na widok koni przytuliła się do chłopaka. Pocieszali się tak aż do wieczora, kiedy to zobaczył ich dziedzic, który wracał z polowania a chciał on jak zwykle obmyć się w jeziorze. Gdy spostrzegł się, że to żona jego i jego parobek, a konie potopiły się wpadł w szał i zaczął gonić swojego sługę, który uciekał w kierunku wsi Łyna. Nie mogąc go dogonić dobył strzelby, którą miał na polowaniu i strzelił w kierunku uciekiniera. Ten padł tuż pod wielkim wzgórzem. Żona pana pogrzebała swego sługę i w tym miejscu postawiła krzyż. Kobieta zaś z meżem zaraz wyjechała i ślad po nich zaginął. Legenda powiada, że każdego letniego wieczora kobieta wraca nad jezioro czekając na kochanego, ten niejednokrotnie wraca, aby napoić konie swego pana. Stąd też często słychać ciche łkanie kobiety w pobliżu jeziora. Czy ta historia jest prawdziwa czy nie tego nie wiem, ale w każdej legendzie jest cząstka prawdy.

 

"APOKALIPSA" nadciąga
Zostaliśmy odcięci od świata

Darmowa strona domowa na Beepworld
 
Za treść tej strony odpowiedzialny jest wyłącznie jej
autor. Osiągalny jest za pomocą tego Formularza!